Mężczyźni spotykają się kobiety

Tyczy się to głównie młodszych Kobiet, które poznają starszego mężczyznę, który po prostu ma mniej czasu wolnego od Kobiety. Dzwoni do niego w trakcie pracy, denerwuje się że nie ma dla niej czasu, że jest ciągle zajęty. Robi mu wyrzuty, że spotykają się zbyt często. Randka i małżeństwo: mężczyźni i polskie dziewczyny spotykają się by osiągnąć wspólny cel . Umawianie się z polską dziewczyną na randkę może być cudownym przeżyciem. Oto typowy stereotyp Polki: piękna, lubiąca zabawę, troskliwa, kochająca, pracowita, religijna, z dobrym poczuciem humoru. Kobiety nie mówią o sobie dobrze, bo wychowano je do tego, żeby siedziały cicho. Choć Polki mają wiele powodów do tego, aby być dumne, nie potrafią się tym dzielić z innymi, bo boją się, że zostaną zaszufladkowane jako „samochwały” - takie wnioski płyną z konferencji w Sieci Przedsiębiorczych Kobiet. O kobietach mówi się, że to „słaba płeć” – w przypadku uzależnień to sformułowanie zdaje się być bardzo trafne, co potwierdzają przypadki kliniczne, z jakimi spotykają się terapeuci i lekarze. Najnowsze badania wskazują, że płeć piękna uzależnia się nawet 5 razy szybciej niż mężczyźni. Opublikowane 25 Wrzesień, 2017; Bariery i ograniczenia z jakimi spotykają się kobiety na rynku pracy. Kobiety w Europie Zachodniej prawo do bycia na rynku pracy wywalczyły dopiero niedawno, bo na początku XIX wieku, mimo to prawo do równego traktowania było egzekwowane dopiero w latach 70-tych do 90-tych. Kobiety, podobnie jak mężczyźni, piją dla towarzystwa. Spotykają się podczas imprez w klubach, na domówce i wspólnie się upijają. Bardzo często są to singielki imprezujące we własnym gronie, które idą wspólnie na piwo lub wino po pracy. Chcą w ten sposób odreagować stres i napięcie po całym dniu czy tygodniu pracy. Bo przecież od wieków mężczyźni i kobiety są razem, spotykają się ze sobą przede wszystkim jako ludzie, od których można się wiele dowiedzieć. Dlatego nie rozumiem postawy niektórych środowisk, uznających się za feministyczne, które z uporem próbują stawiać mur między kobietami a mężczyznami. Ludzie się spotykają, ludzie się zakochują…. A potem, kto ma szczęście: niektóre pary żyją w miłości i harmonii, podczas gdy inne rozpadają się i nadal szukają szczęścia.Mężczyznom, którzy są z natury poligamiczni, znacznie łatwiej jest nawiązać nowe relacje, ale nie zawsze mają szczęście, aby natychmiast znaleźć bratnią duszę.W poszukiwaniu prawdziwej miłości ... Mężczyźni spotykają się z jego byłych kochanek, aby ułatwić im życie. Kolejna odpowiedź na pytanie «dlaczego mężczyźni spotkać się z ich byłych kochanków,» nie jest wytłumaczenie. Dla mężczyzn, każdy z jego byłą dziewczyną — zwycięstwo, za które on sam już dawno wydane Cup. Problem w tym, że mężczyźni spotykają trzy typy kobiet. #1. Kobiety, z którymi się prześpią, a później usuną ich numer. Niemal wszystkie Zosie i Krystyny wychowanie na hollywoodzkich gniotach myślą, że w związkach chodzi o seks. To nim próbują naprawiać relacje rozpieprzone jak Hiroshima. To za jego pomocą tłumaczą sobie ...

Czego chce Bóg od mojej żony, czyli psychoterapia na parafii

2018.04.19 08:19 SoleWanderer Czego chce Bóg od mojej żony, czyli psychoterapia na parafii

http://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,23263693,wspolnota-sychar-czego-chce-bog-od-mojej-zony-czyli.html
Psychoterapeutka z katolickiej Wspólnoty Trudnych Małżeństw "Sychar" kazała Marcie odizolować się od męża, matki i dzieci. Jest ich trzech. Mieszkają w Lublinie. Są w podobnym wieku. Małżeństwa również mają podobne. Co miesiąc spotykają się w knajpie i żalą się na swoje żony.
Paweł: – Oświadczyła, że od tej pory każdy wytrysk będzie się kończył w pochwie, bo tak chce Bóg.
Wiktor: – U nas nawalił kalendarzyk małżeński. Ale teraz jestem przekonany, że to ona przy nim majstrowała.
Adam: – A my ze sobą nie śpimy. Myślę nieraz wieczorem, że jeżeli choć przez sekundę będzie dla mnie miła, to przyjdę do sypialni. Od dwóch lat nie przychodzę.
Paweł: – Nasze żony należą do Sychar.
Adam: – Moja w sobotę wróciła ze spotkania po 21.30.
Wiktor: – Tak, o 21.54 wysłałeś mi SMS-a, że dopiero wróciła.
Referat Wspólnota Trudnych Małżeństw „Sychar” to ruch katolicki, który powstał u księży pallotynów w Warszawie w 2003 roku. Dziś spotkania odbywają się przy kilkudziesięciu parafiach w całym kraju. Przychodzą kobiety, rzadziej mężczyźni. Wszyscy uważają, że ich małżeństwo przeżywa trudności bądź już się rozpadło. W Lublinie spotykają się przy kościele na obrzeżach miasta.
Przyszło 15 osób. Składamy ręce do modlitwy. Po modlitwie siadamy przy stole, przed nami ciastka, herbata, kawa. Liderka grupy Dagmara rozpoczyna godzinę świadectw. Kto chce, może opowiedzieć o swoim małżeństwie.
Dla Iwony życie stało się piekłem, bo mąż wpada w furię, kiedy widzi, że ona się modli.
Dla Elizy rozwód jest bolesną raną, mimo że rozstała się z mężem dziesięć lat temu. Do tego dorastający syn zagroził jej teraz, że wyprowadzi się do ojca.
Dla Rafała (sześć lat po rozwodzie) niezrozumiałe jest, że żona znowu zmieniła partnera. Martwi się o jej zbawienie.
– Dziękuję za świadectwa. Poproszę teraz Anię o wygłoszenie referatu – mówi liderka Dagmara.
Ania ma referat o sakramencie pokuty. Zachęca, by nie rezygnować z książeczki do Pierwszej Komunii Świętej, gdzie jest dobrze poprowadzony rachunek sumienia. Zachęca również do częstej spowiedzi, przynajmniej raz w miesiącu, bo według badań czyści jesteśmy do siódmego dnia po spowiedzi.
– Czy macie jakieś przemyślenia dotyczące referatu? – pyta Dagmara.
Irena ma przemyślenie. Uważa, że Kościół błądzi, organizując duszpasterstwo dla osób w związkach niesakramentalnych Przykład idzie z niemieckiego Kościoła i niepotrzebnie ulega mu polski Kościół. Niejasny w tej kwestii jest papież Franciszek, za którego trzeba się modlić.
Barbara również ma przemyślenie. Mówi, że trzeba się modlić za spowiedników, bo bywa, że nie mają racji. Jej kazał dać wolność mężowi, który rozwiódł się z nią sześć lat temu. Ale ona nie może dać mu wolności, skoro ślubowała przed Bogiem, że nie opuści go aż do śmierci. Dlatego dzwoni do niego, wysyła SMS-y, choć on jest w nowym związku.
Ale Sychar zna historie, gdy kościelni małżonkowie porzucają nowe związki i wracają do siebie po latach. Na stronie internetowej wspólnoty czytam list Anny, która wróciła do męża: „Przez 13 lat żyłam w związku niesakramentalnym, w którym urodziło się troje dzieci: Ola (13 lat), Emilia (8 lat), Leon (6 lat). Moje nawrócenie zaowocowało poczuciem nieustannej opieki Boga i Jego prowadzenia. Po dwóch latach od mojego rozstania z ojcem dzieci mogę powiedzieć, że wszystkie trudności, których obawiałam się w związku z dziećmi, właściwie nie pojawiły się. (…) Odkąd jestem z mężem sakramentalnym, najstarsza córka uspokoiła się, jest dużo weselszym i bardziej otwartym dzieckiem. (…) Obawiałam się, że dzieci będą mnie winić za oddalenie od taty, ponieważ to ja zadecydowałam o odejściu od partnera”.
Kalendarzyk Dla Pawła comiesięczne spotkania w knajpie z Adamem i Wiktorem są jak terapia. Lubi się wygadać. Ma 36 lat, jest barczysty, silny. Ale kiedy mówi kolegom o żonie, ma łzy w oczach.
Mogłoby się wydawać, że Paweł osiągnął spełnienie. Poślubił cudowną kobietę, urodziły się dzieci, prowadzi firmę, stać go na wyjazd z rodziną do spa i jeszcze na zabranie teściowej, by wieczorami zajmowała się wnukami. Jego żona Marta dba o siebie. Chodzi nawet na siłownię. Jest towarzyska. Nie pracuje. I tak ma co robić w domu z dwójką dzieci. Ale to zawężenie wywołało u niej znudzenie. Odmiany szuka w Kościele. Zaczyna od Odnowy w Duchu Świętym.
– Ani przed, ani po ślubie nie chodziliśmy co niedzielę do kościoła. A tu nagle żona wychodzi w tygodniu na spotkania modlitewne. Zdziwiło mnie to, ale nie przeszkadzało. Nie przeszkadzało mi również, gdy wprowadziła modlitwę przed snem. Siedzieliśmy na łóżku, otwierała Pismo Święte i kazała mi czytać na głos słowo Pana.
Ale Marcie przeszkadza, że Paweł w sobotę wypija dwa piwa. Kłócą się o to – on podnosi głos, ona wzywa policję. Mówi mu: „Teraz wypijasz dwa, później będziesz pił dziesięć. To grzech zniewolenia!”. Przeszkadza jej także, że nie chodzi z nią na Odnowę w Duchu Świętym. Skarży się nowym przyjaciółkom. Doradzają, że skoro ma takie problemy, to powinna pójść do Sychar.
Po kilku tygodniach w Sychar Marta wciąż nie pozwala Pawłowi pić piwa i wymaga pacierza wieczornego. A pigułki antykoncepcyjne zastępuje kalendarzykiem małżeńskim.
– Nie poinformowała mnie, że przerzuciła się na kalendarzyk. Źle go prowadziła i zaszła w trzecią ciążę. Tłumaczyła, że Bóg chce, żeby rodziła więcej dzieci. Ale ja nie chciałem.
Izolowanie Marta stawia w Sychar 12 kroków.
– 12 kroków to program terapeutyczny używany w pracy z alkoholikami. Ale i w kryzysach małżeńskich – mówi Paweł.
Marta co tydzień w kilkuosobowej grupie skarży się na problemy rodzinne i słabą wiarę męża. Prowadząca grupę 12 kroków psychoterapeutka Beata T. proponuje jej dodatkową terapię w swoim gabinecie.
– Żona poprosiła, bym z nią poszedł. Poszedłem. Psychoterapeutka zapraszała mnie także na warsztaty 12 kroków. Nawet dostałem od niej przepisany ręcznie psalm i książkę „Czym miłość nie jest”. Na warsztaty się nie zgodziłem, na terapię w jej gabinecie – owszem. Nie wytrzymałem, kiedy zaczęła wiercić w moim dzieciństwie. Powiedziała, że powinienem się odciąć od rodziców, bo zrobili mi krzywdę. A krzywdą było to, że ojciec wyjechał na dwa lata do pracy w ZSRR, zaś mama czasami zostawiała mnie u babci pod Lublinem, bo sama też harowała. Psychoterapeutka wparła mi, że rodzice mnie opuścili. Nie dawało mi to spokoju, pojechałem do nich: „Słuchajcie, jak to było, kiedy miałem sześć lat?”. Biedni rodzice musieli mi się tłumaczyć, dlaczego tak harowali. Przestałem chodzić do Beaty T. Żona nie przestała. Psychoterapeutka zasugerowała jej, żeby mnie odizolowała.
Odnowa Paweł wraca z pracy. W przedpokoju zastaje walizki, żonę i zmieszane dzieci. Spodziewał się, że pewnego dnia Marta go spakuje, bo pisała mu o tym w listach, ale nie spodziewał się, że tak szybko. Pisała też, że wszystkie ich kłopoty biorą się stąd, że Paweł nie chce się poddać działaniu Boga. Tym poddaniem miały być między innymi regularne wizyty u psychoterapeutki Beaty.
Paweł siedzi wieczorami w wynajętym mieszkaniu i zastanawia się, jak dorównać rozmodlonej żonie Czy wystarczy, jeśli pójdzie w wakacje na pielgrzymkę do Częstochowy?
Czy wystarczy, jeśli codziennie będzie czytał synom Biblię?
Czy wystarczy, jeśli co drugi dzień będzie chodził na mszę?
Czy będzie dojrzalszym katolikiem, jeśli zapisze się do męskiej róży różańcowej?
Dlaczego nie wystarczy tylko to, że tak bardzo kocha żonę?
Zapisuje się do Odnowy w Duchu Świętym. Ale nie podoba mu się wspólna modlitwa, podczas której niektórzy padają na podłogę pod ciężarem zstępującego Ducha Świętego albo w przypływie bożej mocy mówią w dziwnym języku. Przestaje tam chodzić. Marta na to: „Jak ja mogę ci zaufać, skoro znowu zawiodłeś Boga?”. Więc Paweł nadal wynajmuje mieszkanie i zastanawia się, czy kiedykolwiek wystarczająco uwierzy, przez co spodoba się żonie.
Paweł: – Żona mówi mi, że zdaje sobie sprawę, że stawia mnie w trudnej sytuacji. Ale dzięki temu po śmierci staniemy jako jedno przed Bogiem. Jednak mnie bardziej interesuje to, co tu i teraz. Bo tu i teraz moi synowie tęsknią za mną. Zawożę ich do szkoły i odbieram, a później znikam. Jak opiekunka do dzieci.
Matka Grażyna, matka Marty, pracowała w biznesie i pewnie dlatego jest konkretna. Tak konkretna, że zadzwoniła do psychoterapeutki i zapytała, jak przebiega terapia. – Pani Beata odpowiedziała, że nie może mi udzielać takich informacji. Powiedziałam więc, żeby mi nic nie mówiła, za to ja jej powiem, jak wygląda sytuacja. Kiedy skończyłam, doradziła, bym odizolowała się od córki. Oczywiście, że jej nie posłuchałam.
Z moją Martą było coraz gorzej. Im częściej chodziła na terapię, tym więcej mówiła o boskim planie i konieczności separacji z Pawłem. Znowu skontaktowałam się z panią Beatą. Tym razem napisałam SMS-a, że jeśli w mojej rodzinie dojdzie do tragedii, to pociągnę ją do odpowiedzialności. Szybko oddzwoniła. Najpierw zapytałam ją, czy bierze odpowiedzialność za moją córkę, która jest teraz na lekach antydepresyjnych i zostaje sama z trójką dzieci, bo ona kazała jej odizolować męża. Odpowiedziała, że nie każe, tylko sugeruje. Wygarnęłam jej, że nabija sobie kasę warsztatami 12 kroków. Tłumaczyła mi, że warsztaty są za darmo, jest tylko dobrowolna ofiara 20 złotych. Na to ja: „Pani wyławia na warsztatach ludzi do swojego prywatnego gabinetu. Bulą 100 złotych za 50 minut spotkania”. Zapytałam jeszcze, czy wie, że jeżeli pacjent nie dokonuje samodzielnych wyborów, tylko uzależnia się od psychoterapeuty, to powinien zostać przekierowany do kogoś innego. Po tym dopiero obiecała, że skończy terapię Marty.
Na koniec zapytała, czy może pokazać córce SMS-a ode mnie. Na to już nie wytrzymałam i podniosłam głos: „Czy pani do końca zwariowała?!”. Grażyna po tej rozmowie idzie do proboszcza parafii, który udostępnia salkę dla 12 kroków. Proboszcz jest zdziwiony, bo myślał, że tam są spotkania modlitewne Sychar, a nie warsztaty terapeutyczne. Napisała też maila do kurii lubelskiej. Sekretarka odpisała, że mail „poszedł dalej”, i na tym kontakt z kurią się urwał.
– Córka nawraca nie tylko zięcia, ale i całą rodzinę. Mnie szantażuje, że pójdę do piekła, jeśli nie przebaczę jej ojcu, z którym rozwiodłam się lata temu. Jest alkoholikiem, pije wszystko, co znajdzie. Nie mamy kontaktu, a córka wymaga, żebym się nim teraz zajęła. Nawraca też starszą siostrę, krytykuje ją, że jest letnim katolikiem. Ściągnęła do Sychar rozwiedzioną koleżankę. Jadą w weekend na rekolekcje do Motycza pod Lublinem. Mówię jej: „Zróbże Pawłowi słoiki z zupą dla dzieci, nie będzie cię cały weekend”. A ona: „To pójdą do garmażerki”. Nie dziwi mnie, że nie ma czasu zrobić jedzenia, skoro całymi dniami kontempluje. Przychodzę do mieszkania, dzieci w przedszkolu, najmłodsze śpi, okna zasłonięte, palą się świeczki, na stole leży Biblia, ona kontempluje Słowo Boże. Mówi, że chce zostać misjonarką, bo taki jest boski plan. I co, zostawi dzieci? Nie mam pojęcia, jaki Bóg w niej siedzi.
Paweł: – Raz chce być misjonarką, innym razem matką. Mówię: „Dobrze, ja wracam do mieszkania, przejmuję opiekę nad dziećmi, a ty jedź w świat na misje”. Nie wiem, gdzie miałaby pojechać, bo nie mówi konkretnie. Chyba chciałaby kiedyś prowadzić warsztaty 12 kroków. Raz się zgodziła, abym przejął opiekę nad dziećmi. Ale kiedy przyniosłem papiery do podpisania, rozpłakała się i nie podpisała. Powiedziała, że psychoterapeutka Beata każe jej oddać dzieci.
Rekolekcje Do Motycza pod Lublinem przyjechali porzuceni, w separacji, rozwiedzeni. Zakwaterowanie jest w Centrum Dobrego Wychowania fundacji Szczęśliwe Dzieciństwo. Wcześniej na stronie internetowej Sychar pojawiła się informacja: „Ponieważ rekolekcje cieszą się dużym zainteresowaniem, a liczba miejsc jest ograniczona (50 osób), chcemy dać szansę na udział w nich przede wszystkim osobom dorosłym. Dlatego nie przyjmujemy zgłoszeń osób z dziećmi (mimo takiej opcji w formularzu zgłoszeniowym)”.
Paweł: – Teściowa została z dziećmi, ja pojechałem tam w niedzielę na godzinę świadectw. Powiedziałem, że jeśli Bóg wyrzuca z domu męża i ojca małych dzieci, to ja nie wierzę w takiego Boga. Wtedy żona z płaczem wykrztusiła, że nie wiedziała, że aż tak ją kocham. Jednak dwa dni później wszystko wróciło do normy i żona uważa, że jestem wielkim manipulatorem.
Mam jej książkę z ćwiczeniami z 12 kroków. Przerażają mnie zapiski: „Walczę o nawrócenie męża”, „Trzeba wszystko zburzyć, by on się nawrócił”. Boję się, że żona zrobi krzywdę sobie i dzieciom. W tych ćwiczeniach jest pytanie: czy jesteś w stanie wszystko oddać Bogu? A ja mam pytanie: czy Sychar to na pewno boski plan?
Sieci Opis kilku spotkań na stronie internetowej lubelskiej Sychar:
„Po krótkiej modlitwie, przypomnieniu charyzmatu Wspólnoty oraz kręgu świadectw Iwonka przedstawiła temat Z uśmiechem ci do twarzy opierając się na słowach zaczerpniętych od świętych-uśmiechniętych”.
„Nikt nowy się nie pojawił (...), w spotkaniu wzięło udział tylko 6 osób: Anetka, Kasia, Bożenka, Ania, Krzysztof i Sławek. Było bardzo kameralnie. Ania przeczytała świadectwo porzuconej żony (…). Świadectwo sprowokowało nas do dyskusji na temat działań Boga w naszym życiu. Oficjalne spotkanie zakończyliśmy modlitwą i… poszliśmy wspólnie do lodziarni na deptak”.
„Po krótkiej modlitwie, przedstawieniu charyzmatu Wspólnoty oraz wysłuchaniu pięknych i poruszających świadectw Małgosia przedstawiła temat: Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi” w oparciu o Ewangelię św. Mateusza (Mt 4, 18-22). Rozmawialiśmy m.in. o tym (…), czy zarzucamy sieci w naszych małżeństwach i rodzinach, czy mamy cierpliwość do naprawiania sieci i cierpliwość do osób zanurzonych w głębinach, pogubionych”.
„W Sanktuarium Matki Bożej Kodeńskiej w Kodniu miały miejsce X Rekolekcje (…). Po śniadaniu i kawusi byliśmy gotowi na przyjęcie pierwszej dawki strawy duchowej. (…) Składamy z serca płynące podziękowania (…) psycholog Beatce za interesujący wykład i długie godziny spędzone na rozmowach z potrzebującymi”.
Słowo Dzwonię do żony Pawła Marty. Zgadza się na spotkanie i rozmowę, ale następnego dnia odmawia. Wysyła SMS-a: „Proszę mi powiedzieć, jakie są pana wartości w życiu? Co jest dla pana najważniejsze?”. Odpisuję: „Myślę, że to rozmowy nie na SMS-y”. Znowu Marta: „Jedno słowo. Po tym będę wiedziała, czy pan zrozumie, co będę mówić i czy w ogóle jest sens”. Ja: „Żyć tak, by się później nie wstydzić”. Marta: „Nie zrozumiemy się”. Może liczyła, że napiszę „Bóg”?
Dzwonię do psychoterapeutki Beaty T. Nie odbiera. Wysyłam SMS-a. Nie odpisuje. W latach 2002-14 była adiunktem w Instytucie Psychologii UMCS w Lublinie. Prowadzi prywatnie terapię indywidualną i małżeńską. Na stronie internetowej swojego gabinetu pokazuje dyplom doktora obroniony w 2002 roku na Wydziale Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie. Tytuł pracy doktorskiej: „Poziom postawy twórczej w okresie adolescencji a percepcja ekspresji emocjonalnej w muzyce”. Chwali się także licencjatem psychoterapeuty zrobionym w 1999 roku w Collegium Psychotherapeuticum w Lublinie (jest mało znane w środowisku psychoterapeutów i prawdopodobnie już nie istnieje).
Aby sprawdzić metody doktor Beaty T., umawiam się na wizytę jako mąż niezrozumiany przez żonę. Wysyłam SMS-a, od razu odpisuje. Podaje termin i cennik – 100 złotych za 50 minut.
Gabinet jest na nowym osiedlu w Lublinie. Beata T. zaprasza do salonu. Udaję męża, który chce wychować po katolicku dzieci, sprzeciwia się temu żona. Psychoterapeutka radzi mi, abym uczył dzieci modlitwy pod nieobecność żony, na przykład, gdy jest w pracy lub na zakupach.
Dopuszcza, że jedną z metod naprawy naszego związku może być moja lub jej wyprowadzka. Spotkanie ma charakter zapoznawczy. Zaprasza mnie na następne, podczas którego będziemy się zastanawiać, jak uzdrowić relacje z małżonką i wychowywać po katolicku dzieci. Znów dzwonię do Beaty T., aby porozmawiać z nią, już jako dziennikarz, o jej metodach terapii i przyznać się do prowokacji. Nie odbiera. Piszę jej o tym wszystkim w SMS-ie i w mailu. Nie odpisuje.
O komentarz do sprawy proszę kurię diecezjalną. Odpisuje ks. Adam Jaszcz: „W ciągu całej historii Sychar w archidiecezji lubelskiej przyjęliśmy w związku z działalnością tej wspólnoty jedną skargę: od męża i matki dorosłej kobiety, która podjęła terapię wbrew innym członkom rodziny. Według tych osób problemy domowe spowodowała terapia. Z jakiegoś jednak powodu kobieta szukała pomocy u psychologa i były to właśnie kłopoty małżeńskie. W takich sytuacjach niezwykle rzadko wina leży po jednej stronie. Kuria zwróciła się jednak z prośbą o wyjaśnienia do asystenta wspólnoty Sychar w archidiecezji lubelskiej, który w imieniu arcybiskupa sprawuje pieczę nad wspólnotą. Jest to ksiądz pracujący w Katedrze Psychologii Klinicznej KUL, więc posiada wszelkie potrzebne kompetencje do oceny sytuacji. Wyjaśnienia uznajemy za wystarczające”. O te same wyjaśnienia chcę spytać asystenta lubelskiego Sychar księdza Pawła Brudka. Nie zgadza się na rozmowę. Pytania mam kierować do ogólnopolskiego rzecznika Sychar. Ale przecież to lubelski asystent może coś wiedzieć o problemach Pawła i Marty i pracy psychoterapeutki Beaty T.
Piekło Paweł, Wiktor i Adam cenią sobie te comiesięczne spotkania w knajpie. Mogą się wygadać. Liczą, że dołączy do nich więcej mężów.
Adam: – To, co słyszę od Pawła i Wiktora, to jeden schemat, jeden nauczyciel.
Wiktor: – Mamy dwoje dzieci. Prawie 20-letni staż małżeński. Oboje mamy mocne charaktery. Ale się dogadywaliśmy. Póki nie poszła do Sychar. Nie poznaję jej. Pozbyła się niewierzących koleżanek, nawet tych, z którymi przyjaźniła się od liceum. Mnie zarzuca, że jestem bezbożnikiem. Krzyczała do mojej mamy, że mnie zniszczy, bo nie żyję w łasce uświęcającej.
Zabroniła mi odwiedzać rodziców, bo Bóg powiedział: „Opuści człowiek matkę swoją i ojca swego”. Ale ma pretensje, gdy nie jadę do jej rodziców. Kłamstwo przychodzi jej łatwo. Mówi, że jedzie do lekarza, a chwilę później widzę ją w kawiarni z koleżankami ze wspólnoty. Mówi, że jedzie do koleżanki, a chwilę później widzę, jak się włóczy po mieście z kolegą ze wspólnoty.
We wspólnocie jest starsza kobieta, która uczy prowadzić kalendarzyk małżeński. Żona zaszła w ciążę, nie informując mnie, że przestała brać środki antykoncepcyjne. Teraz urodziła dziecko, więc nie chodzi na Sychar. Dzięki temu wróciła moja dawna małżonka.
Paweł: – Patrzę dziś na Kościół jako na instytucję, która odebrała mi Martę. Przecież nie muszę być nawet wierzący by być jej kochającym mężem. Znam szczęśliwe mieszane małżeństwa – on jest ateistą, ona praktykującą katoliczką; ona jest muzułmanką, on jest katolikiem.
Adam: – Zawsze uważałem, że rodzinne problemy trzeba rozwiązywać w domu. Ale to mnie przerosło. Żona oskarża mnie, że mam romans z koleżanką z pracy, że wyprowadzam pieniądze z domu, że oglądam pornografię. Piekło zaczęło się, gdy poszła do Sychar. Te osoby nawzajem się nakręcają, rysują wizję idealnego męża czy idealnej żony. A kiedy nie mieszczą się w tej katolickiej idealności, w domu zaczyna się piekło.
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


2017.06.25 03:02 shydude92 Różnice kulturowe między Polską a Ameryką Północną. Pojęcie creepa

Jako osoba mieszkająca w Kanadzie od 9 roku życia, czyli nieco ponad 15 lat, czuję się upoważniony do wypowiedzenia się w tej kwestii ponieważ są pewne różnice kulturowe które wręcz rzucają się w oczy na co dzień, a Polacy którzy nigdy nie mieszkali przez dłuższy czas za granicą w anglojęzycznym kraju mogą o nich nie wiedzieć, nawet ci posiadający biegłą znajomość języka angielskiego, ponieważ w gruncie rzeczy co kraj to obyczaj i dopóki się nie zamieszka w danym kraju, tak naprawdę nie wie się jak to do końca jest. Oczywiście, uznaję że po tylu latach za granicą ja sam straciłem trochę kontakt z ojczyzną i choć ubolewam nad tym i próbuję jeździć do Polski conajmniej raz do roku, to faktycznie świat się zmienia w błyskawicznym tempie i trzeba być ciągle na miejscu żeby wiedzieć co tak naprawdę się dzieje, a więc niektóre rzeczy które powiem mogą nie do końca się zgadzać z rzeczywistością ale i tak powiem, jak ja to pojmuje. Dobra, koniec rozpisywania się, przechodzimy do rzeczy. Oto te rzeczy, które ja uważam za największe różnice kulturowe między Polską a Kanadą, czy Ameryką Północną ogółem:
Chciałem podać dużo więcej różnic ale punkt 3 zajął za dużo miejsca. To jest właśnie ten punkt o byciu "creepy" który uważam za główny temat tego postu. Pewnie za parę dni jak będę miał wolną chwilę napisze jeszcze jeden post gdzie wymienię i opiszę pozostałe różnice, ponieważ mam ich siedem.
  1. Zwroty grzecznosciowe
W Polsce wiadomo, mamy zwyczaj mówienia do osób obcych, starszych wiekiem, lub o wyższej pozycji społecznej per Pan/Pani i mówienie komuś per ty w takim kontekście jest zdecydowanie odradzane. W najlepszym przypadku, gdy się tak komuś powie zostanie to uznane za poważną gafę a w najgorszym może się ukończyć utratą pracy czy pięścią w zęby. W Kanadzie i USA natomiast mówienie per ty jest powszechne--istnieje tylko jeden zaimek you którego się używa odnosząc się do młodszych, starszych, dzieci, nieznajomych itd. Też jest prawdą to, że z nieomal wszystkimi jest się po imieniu, choć są wyjątki. Po tytule się zwracamy najczęściej do osób o wysokim statusie społecznym, np lekarzy, prawników, księży, itp. Jeżeli pracujesz w dużej firmie, ze swoim przełożonym będziesz na pewno po imieniu, jednak gdyby przyjechał szef całego zakładu, prawdopodobnie byś mu mówił Mr. X dopóki by ci nie pozwolił mówić mu po imieniu. Druga rzecz o której warto pamiętać jest to, że mówienie komuś po imieniu wcale nie oznacza że jest to bliżej poznana osoba, więc nie zawsze należy oczekiwać od niej zbyt wiele. Na przykład kiedy byłem na pierwszym roku studiów miałem profesora o imieniu Maciej który chciał aby studenci mówili mu po imieniu. To stworzyło kuriozalną sytuację, ponieważ kiedy mówiłem do niego w języku angielskim zawsze mówiłem Maciek ale po polsku zawsze mówiłem mu per pan ponieważ tak wypadało, i jemu to tez specjalnie nie przeszkadzało
  1. Nastawienie do seksu
Polacy ogólnie są dość konserwatywni w sprawach seksualnych. Oczywiście nie jesteśmy świętymi, i większość z nas wcale nie czeka do ślubu na ten "pierwszy raz" ale ogólnie mamy małą liczbę partnerów seksualnych na tle innych krajów i przelotne znajomości oparte tylko i wyłącznie na seksie ogólnie nie są nam na rękę. W Ameryce Północnej sprawy wyglądają zupełnie inaczej--na kampusach uniwersyteckich popularne są układy FWB (friends with benefits) gdzie dwoje (albo dwie lub dwóch w przypadku gejów i lezbijek) ludzi sypia ze sobą, choć wcale nie są w poważnym związku i ich kontakty oprócz seksu mogą nawet być dość minimalne. W ramach tego układu mogą się ciagle uważać za singli choć cały czas prowadzą aktywne życie seksualne. Wśród najpopularniejszych portali randkowych są takie nazwy jak Tinder czy OKCupid, które jednoznacznie kojarzą się z szybkim, przygodnym seksem bez specjalnych zobowiązań. Nie ma też faux pas poprosić laskę o seks na pierwszym spotkaniu lub po bardzo krótkiej znajomosci, ale jeżeli odmówi to absolutnie, w żadnym wypadku, nie należy być nachalnym i prosić o więcej niż jest chętna ci dać w danym momencie, co mnie prowadzi do trzeciego punktu.
  1. Bycie "creepy"
Wielu Polaków, nawet wśród tych co mają biegłą znajomość języka angielskiego, nie do końca rozumie znaczenie tego słowa, ponieważ to pojęcie jest nam trochę kulturowo obce. Przypuszczam że większość polskich Redditorów rozumie to pojęcie dość dobrze, jednak polski Reddit nie stanowi moim zdaniem reprezentacyjnej próbki polskiego społeczeństwa.
A więc co to znaczy "creepy"? To słowo może mieć wiele znaczeń w zależności od kontekstu. Creepy mogą być na przykład duchy Halloweenowe ponieważ budzą w ludziach pewien strach, lęk czy niepokój. To znaczenie tego słowa jest ogólnie dość dobrze rozumiane przez większość Polaków znających angielski ponieważ odpowiada naszym własnym uczuciom i oczekiwaniom, jednak w sferze seksualnej ma nieco inne, obce nam znaczenie.
Dziewczyny, czy spotkałyście chociaż raz w życiu faceta który bardzo nachalnie zabiegał o wasze uczucia i nie potrafił zaakceptować że jego sympatia nie była odwzajemniona. Koleś ten nie akceptował wyraźnych zastrzeżeń które miałyście wobec niego, opowiadał seksualne dowcipy w pracy na wasz temat, mógł was nawet śledzić, idąc za wami do domu, patrząc pod wasze spódnice itp. Z czasem rozwinął wam się lek wobec tego faceta, czy nawet strach ponieważ najwyraźniej nie akceptował waszej odmowy, wiec zaczęłyście się bać, że wcześniej czy później weźmie sprawy we własne ręce aby dostać to, czego chce. Mówiąc wprost: bałyście się, że was zgwałci.
Oczywiście w takich przypadkach, lęk przed gwałtem jest jak najbardziej uzasadniony, i gdybyś się zapytał przeciętnej Amerykanki jaki jest typowy creep to właśnie wymieniłaby takiego faceta. A więc jak dotąd nie ma specjalnej rozbieżności pomiędzy amerykańską a polską koncepcją creep'a. Jednak teoria różni się czasami od praktyki no i tu zaczynają się schody.
Facet który jest ultranachalny na nieodwzajemnione uczucia zawsze będzie creep'em, jednak czasami łatka ta może być przypisana nieomal każdemu facetowi który wyrazi jakiekolwiek nieodwzajemnione zainteresowanie daną kobietą. Najczęściej facet po prostu nie podoba się danej kobiecie, ale częstokroć faceci otrzymujący łatkę creepa są ogólnie nieatrakcyjni, grubi, biedni, lub nieposiadający zbyt wysokiej pozycji społecznej. Wielu młodych Amerykanów uważa że bycie creepem jest jedną z najgorszych rzeczy jaka im się może przydarzyć, i faceci dwoją się i troją aby nie być postrzegani w ten sposób. Powodów jest wiele; wielu facetów uważa bycie creepem za absolutny dowód o ich nieatrakcyjności, najczęściej fizycznej. Jeśli wyjdziesz na ulice jednego z amerykańskich miast i zaczniesz pytać przypadkowych facetów co w ich odczuciu znaczy creep nierzadko spotkasz się z opinią że creep to jest po prostu każdy facet który jest w jakiś sposób nieatrakcyjny. Za niski, za gruby, bez urody, lub posiadający jakąś inną wadę która go automatycznie dyskwalifikuje w oczach większości kobiet, a nie tylko tej jednej która go tak nazwała. Po drugie, faceci uznawani za creepów często spotykają się z poważnymi konsekwencjami, wynikającymi z tego że ta dziewczyna która danego faceta nazwała creep'em uważa go de facto za potencjalnego gwałciciela. W niektórych przypadkach, w zależności od jurysdykcji i dokładnego zachowania, dziewczyna może iść na policję i facet usłyszy zarzut molestowania na tle seksualnym, co jak wiadomo może się dla niego bardzo źle skończyć. Jeżeli do najścia dojdzie w pracy, dziewczyna może się poskarżyć do szefa i facet zostanie zdyscyplinowany albo nawet straci prace. Definicja sexual harassment jest ogólnie tak skonstruowana, że to co stanowi harassment jest tylko i wyłącznie decyzją kobiety. Aczkolwiek że doszło do naruszenia prawa może być rzeczą trudną do udowodnienia w sądzie (z uwagi na reasonable doubt) to w pracy samo przypuszczenie lub nawet skarga kobiety może doprowadzić do sytuacji gdzie pracownik otrzyma wypowiedzenie umowy. W zasadzie stworzyło to klimat strachu wśród młodych, nieżonatych mężczyzn, nie posiadających najczęściej ani specjalnej urody ani dużego portfela, że samo podejście do dziewczyny i powiedzenie "Hi" może się skończyć z fatalnymi dla nich skutkami. I takie obawy wcale nie są nieuzasadnione. Na amerykańskich uczelniach zdarzały się już przypadki gdzie student dostał policyjny zakaz zbliżania się do pewnej kobiety a w jednym przypadku nawet został wydalony z uczelni, dlatego że...patrzył się na dziewczynę w trakcie wykładu, nie wypowiedziawszy nawet słowa, a ona natychmiast poczuła się zagrożona i wniosła skargę. Z tego powodu wielu mężczyzn się wręcz boi podrywu. Boją się podrywać w kawiarniach, w autobusie, w tramwaju, a w pracy to już w ogóle. Jednym słowem, opłakany stan rzeczy.
Oczywiście w Polsce brzydcy i biedni mężczyźni też nie cieszą się specjalnym powodzeniem, i często słyszy się opinie że tylko wygląd i portfel się liczą, jednak w zasadzie to szaleństwo jeszcze do nas nie doszło, przynajmniej nie w tym stopniu. Faceci nie boją się najczęściej podrywać random'owych kobiet na ulicy z myślą że wszyscy dookoła, wraz z samą kobietą ich będą traktować jak potencjalnych kryminalistów i niedoszłych gwałcicieli. Właśnie miesiąc temu byłem w Katowicach i często w autobusach i tramwajach widziałem jak dany chłopak siadał obok dziewczyny którą dopiero co spotkał, i zaczęli ze sobą spontanicznie rozmawiać. A jeśli facet nie jest jej do gustu to dziewczyna co najwyżej mu powie "spie.rdalaj, zj.ebku" i na tym się najczęściej skończy. Nie jest to przyjemne doświadczenie, ale jest przynajmniej jakaś normalność w tym, a nie takie szaleństwo jakie sie widzi za oceanem. W Kanadzie, takie sceny gdzie chłopak podrywa obcą dziewczynę przez tzw cold approach zdarzają się bardzo, ale to bardzo rzadko, właśnie z tego powodu. Może jeżeli jest jakimś ciacho albo milionerem to tak, ale inaczej to nie. Niestety obawiam się że i my w końcu zostaniemy na to skazani. Powodów jest kilka; po pierwsze rośnie awareness o gwałcie w polskich mediach i o skali tego zjawiska. Z jednej strony to dobrze, bo kobiety będą się mogły lepiej bronić i zabezpieczać przed tymi prawdziwymi zboczeńcami, jednak efekt uboczny tego będzie taki że cała naturalna spontaniczność podrywu zostanie w efekcie zniszczona. Nie wiem, czy jest więcej gwałtów w USA niż w Polsce, ale na pewno jest bardzo wysoka świadomość o "kulturze gwałtu" i szacuje się że do 25 roku życia nawet co czwarta kobieta mieszkająca w USA zostanie zgwałcona. Jednak pomimo wielkiej skali zjawiska ponad 90 proc. gwałtów nie jest nawet zgłaszanych a z tych co są, niewiele kończy się wyrokiem dla gwałciciela. Kobiety czują że gwałciciele uchodzą bezkarnie, co tylko potęguje ich lęk i niestety najbardziej uderza to w brzydkich i biednych mężczyzn którzy najczęściej wcale nie są gwałcicielami. W Polsce jest podobna sytuacja. Nie wiemy jeszcze dokładnie ile kobiet zostało zgwałconych ale konsensus wydaje się być że ta liczba jest na pewno wyższa niż się wcześniej można było spodziewać, i też większość gwałtów nie kończy się wyrokiem dla sprawcy, więc niestety mamy dość podobną sytuację do Amerykanów co z czasem obawiam się doprowadzi do podobnego zjawiska w Polsce. Po drugie, coraz więcej dużych firm z tysiącami pracowników otwiera biura w Polsce i wraz z pracą i dobrą pensją przywożą też ze sobą zasady amerykańskiej kultury biznesowej. W arenie pracy takie przypadki już się na pewno i teraz zdarzają, jednak nie wsiąkło to jeszcze do ogólnej świadomości społeczeństwa, lecz obawiam się, że z czasem będzie tylko gorzej. Mam nadzieję tylko że nie podążymy całkowicie za USA i Kanadą w tej dziedzinie i że podryw nie będzie automatycznie traktowany jak niebezpieczna sytuacja czy potencjalny gwałt.
A więc to wszystko co mam do powiedzenia na razie, jest jeszcze kilka innych różnic kulturowych do których się chciałem odnieść no ale teraz to wszystko bo ten post jest i tak bardzo długi. Może za pare dni napisze Part 2. Czekam na wasze opinie w komentarzach.
submitted by shydude92 to Polska [link] [comments]


2016.04.21 11:04 SoleWanderer ONR w Białymstoku - Maciej Kącki o wystawieniu sztuki: Biała siła czarna pamięć

http://wyborcza.pl/duzyformat/1,151493,19947134,onr-w-bialymstoku-macie-sie-czego-bac.html
Na wyborczej wisi też wideo - zapis kazania księdza Międlara.
Pod teatr przyszło 50 wszechpolaków. Niektórzy przyjechali z Poznania z transparentem: "Poznań przeprasza za Kąckiego". Jest też grupa kobiet katoliczek. Jedna mówi, że z teatru śmierdzi czosnkiem. Reportaż Marcina Kąckiego
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
W październiku ub. roku wydałem książkę "Białystok. Biała siła, czarna pamięć". To historia miasta, w którym przed wojną mieszkało ponad 50 tys. Żydów - ponad połowa mieszkańców. Piszę o przykładach zapomnienia historii, rodzenia się nienawiści nacjonalistycznej, o establishmencie, który wiesza banery z hasłami wielokulturowości i tolerancji, ale zabiera pieniądze fundacji, która tolerancji chce uczyć w białostockich szkołach. Konsekwencji nie ponosi za to katecheta, którego uczniowie rysują żydowskie czołgi najeżdżające na Polskę. Są też w niej reportaże o "żołnierzach wyklętych", jest cud eucharystyczny z Sokółki odkryty przez białostockich naukowców pod mikroskopem.
Książkę przeczytał Piotr Ratajczak, reżyser teatralny. Zaproponował jej wystawienie Agnieszce Korytkowskiej-Mazur, szefowej Teatru Dramatycznego w Białymstoku.
Prace nad sztuką ruszają w lutym, bez rozgłosu, choć książka podzieliła miasto: jedni uznali, że dowiedzieli się o nieznanej historii Białegostoku, inni przekreślili ją jako szkalującą wizerunek. Książkę w spektakl zmienia Piotr Rowicki, dramaturg. Ratajczak, wysoki, z bujną czupryną, w okularach, stoi przed aktorami w sali prób. Słychać okrzyki z korytarza, gdzie trwa próba do "Romeo i Julii". Ratajczak wybrał do przedstawienia "Biała siła, czarna pamięć" pięciu aktorów teatru białostockiego i dwóch z Warszawy.
CZYTAJ TEŻ: "Białystok. Biała siła, czarna pamięć Kąckiego: wstrząsający obraz Polski w pigułce"
Zatrzymać sztukę!
21 marca, posiedzenie rady miasta. Przewodniczący składa życzenia wielkanocne, chce zamknąć posiedzenie, ale na mównicę wchodzi Krzysztof Stawnicki, 33-letni radny Prawa i Sprawiedliwości, szef komisji kultury w urzędzie miasta. Szykowny garnitur, zadbana fryzura. W dłoni trzyma gruby plik kartek.
Po posiedzeniu rady miasta w teatrze zaczyna się przepytywanie, szukanie kreta: ten sympatyzuje z PiS, tamten ma brata księdza. Atmosfera siada.
Marszałek dostaje pismo od kilku radnych PiS. "Z niepokojem i smutkiem" informują, że "scenariusz spektaklu podsycony jest szyderstwem i pogardą wobec poszczególnych, dających się łatwo zidentyfikować osób", że "znieważa i wyśmiewa wiarę chrześcijańską, tradycje i patriotyzm". A przecież, argumentują: Białystok "jest ładnym, czystym miastem i regionem zamieszkanym przez życzliwych, gościnnych, wrażliwych na ludzką biedę, otwartych, szanujących tradycję i kochających Ojczyznę ludzi".
Ratajczak: - Pytania radnych, czy konsultowaliśmy scenariusz, były dla mnie szokiem. Na próbach marnujemy czas, śmiejąc się, jaki to znów protest się odbył i co nas czeka. Groteska i groza.
Następnego dnia aktorzy widzą przez okna sali prób dym i ogień. Podchodzą zdenerwowani - to Młodzież Wszechpolska pali pod teatrem kukłę Angeli Merkel.
CZYTAJ TEŻ: "Biała siła, Białystok"
Wymiociny
4 kwietnia do marszałka województwa podlaskiego przychodzi list od organizacji katolickich z Białegostoku. Piszą, że "zawarte w scenariuszu treści nie mają nic wspólnego ze sztuką, są szyderstwem z naszego chrześcijaństwa, patriotyzmu, tradycji, tych wartości, które są nam drogie i których będziemy bronić". Żądają zdjęcia "pseudosztuki" i mają nadzieję, że władze będą "baczniej przyglądały się repertuarowi teatru". List podpisały: Civitas Christiana, Ruch Społeczny im. Lecha Kaczyńskiego, Stowarzyszenie Katolickich Lekarzy Polskich, czciciele Miłosierdzia Bożego, Rycerstwo Niepokalanej, Klub Inteligencji Katolickiej i kilka innych.
Inicjatorem była Civitas Christiana, która swój rodowód ma w PRL - wypączkowała z PAX-u. To obecnie jedna z najbogatszych organizacji katolickich w Polsce. Należy do niej spółka produkująca płyny do mycia Ludwik. W Białymstoku ma siedzibę na parterze nowego osiedla. Z przedsionka widzę w środku grupę młodzieży, modlą się z księdzem. Słyszę modlitwę.
"Pod Twoją obronę uciekamy się, święta Boża Rodzicielko".
Pracownik Civitas, młody mężczyzna, patrzy na mnie czujnie, nim skojarzy moje nazwisko z książką i sztuką sceniczną. Odmawia rozmowy, daje mi telefon do dyrektorki Bogusławy Węcław.
"Ale od wszelakich złych przygód racz nas zawsze wybawiać, Panno chwalebna i błogosławiona".
Dzwonię. Węcław nie pozwala mi dokończyć pytania: co ją wzburzyło, by napisać protest?
CZYTAJ TEŻ: "Białystok. Tu obcych wita się ogniem"
Czapka biskupa
Rozmawiam wieczorem z Agnieszką Korytkowską-Mazur przez telefon, mówi, że wezwał ją wicemarszałek odpowiedzialny za kulturę, będzie też ponoć arcybiskup. Wsiadam w nocny pociąg z Poznania, rano jestem w Białymstoku. Wchodzimy razem do gabinetu wicemarszałka Macieja Żywno. To 40-latek z PO, uchodzi za otwartego. Broni organizacji społecznych, które starają się prowadzić w szkołach warsztaty z tolerancji. Arcybiskupa nie ma.
CZYTAJ TEŻ: "Rasizm w Białymstoku. Kto ma kumpla skina?"
Poseł się nie puka
Młodzież Wszechpolska z Białegostoku ostrzega w internecie, że "po raz kolejny środowiska lewacko-liberalne próbują szkalować dobre imię naszego miasta". "Książka kłamie", "spektakl kłamie" - piszą i zapowiadają protest pod teatrem w dniu premiery - 16 kwietnia.
Szefem MW w Białymstoku jest Marcin Zabłudowski, 24-latek z bujną grzywką zaczesaną gładko na bok. Ubrany modnie, mówi stanowczo, poważnie.
Bernard Bania, aktor białostocki, gra w sztuce prokuratora, narodowca oraz biskupa. Słyszał, że w Białymstoku żyli Żydzi, ale nie znał skali, dowiedział się z książki. Ojciec Bernarda był znanym trenerem klubu Jagiellonii Białystok, nie narzeka na miasto, uważa, że to dobre miejsce do życia. Boi się protestów? Skądże, wzbudziły w nim jeszcze większą przekorę, by grać. Już raz to przeżył. Gdy w Białymstoku 14 lat temu wystawiano "Konopielkę", środowiska katolickie protestowały przeciwko pokazanej w sztuce postaci Chrystusa.
Bania waha się chwilę, gdy pytam o jego rodzinę: - Dopóki nie zacznę dostawać informacji, że zagrożona jest moja rodzina, będę grał.
Wyjmijcie gaśnice
Dyrektorka Korytkowska trzy dni przed premierą zostaje zaproszona na posiedzenie sztabu kryzysowego w urzędzie miasta, by omówić bezpieczeństwo widzów, gdyby protesty wymknęły się spod kontroli. Widzi też na spotkaniu dwóch młodych mężczyzn z Obozu Narodowo-Radykalnego i jednego z Młodzieży Wszechpolskiej. Ten z MW parska, gdy policjant mówi, że nie wolno podczas protestów wzywać do nienawiści.
ONR-owcy, jak mówią policji, zaczną mszą w katedrze białostockiej z okazji 82. rocznicy powstania organizacji, potem przejdą przez miasto, koło teatru. Policjanci chcą, by zmienili trasę, bo w teatrze premiera. ONR obiecuje, że skończą dwie godziny przed premierą.
Przedstawiciel straży pożarnej mówi Korytkowskiej na osobności: - Macie sprzęt gaśniczy? Niech będzie w pogotowiu. Sprawdźcie, czy kamery sprawne, udrożnijcie drogi ewakuacyjne, wynieście ostre przedmioty.
Policjant: - Na widowni będzie kilku tajniaków, ale przed premierą sprawdzajcie przy wejściu na spektakl dowody osobiste gościom, by nikt nie pożądany się nie przedarł.
Do teatru przychodzi anonimowy mail:
"Zapewniam was: MACIE SIĘ CZEGO BAĆ! Nie chodzi o agresję; samym tylko wydechem was lewaki zdmuchniemy! A ta wasza Biała siła to niewyobrażalny, grafomański do bólu gniot!". Korytkowska przekazuje mail policji. Pogróżki są też na forach internetowych.
Do teatru przychodzi starsza kobieta, siwe włosy, szara jesionka. Usłyszała w kinie Ton, które należy do parafii katedralnej, że obowiązkiem każdego katolika jest protestować przeciwko spektaklowi. Ona też przyjdzie.
Do teatru dzwoni policjant.
Scena ze sztuki:
"ARCYBISKUP Każda nowa galeria handlowa jest pokropiona i pobłogosławiona.
WSZYSCY Przez Kościół katolicki i Cerkiew prawosławną.
ARCYBISKUP Każdy nowy radiowóz jest pokropiony i pobłogosławiony.
Każdy nowy pogranicznik, którzy strzeże granic i łapie przemytników, jest pokropiony i pobłogosławiony.
WSZYSCY Przez Kościół katolicki i Cerkiew prawosławną".
CZYTAJ TEŻ: "Białystok: Kuria przeprasza za mszę ONR w katedrze"
Frajerstwo Żydów
Na kilka godzin przed wieczorną premierą do katedry białostockiej, na której wisi napis "Jubileusz miłosierdzia", wchodzi w dwóch kolumnach około 50 osób trzymających flagi ONR z symbolem Falangi. Dwuszereg staje na całej długości od wejścia do ołtarza, a mszę koncelebruje młody patron narodowców ks. Jacek Międlar. Kilka miesięcy temu został usunięty z plebanii we Wrocławiu za wznoszenie rasistowskich okrzyków. Stoi w katedrze przed ludźmi z ONR i przemawia:
CZYTAJ TEŻ "Ksiądz Jacek Międlar. Kapłan od nienawiści"
Dumny nadczłowieku
16 kwietnia, sobota. Ciepło, słonecznie, białostoczanie przechadzają się ulicami centrum, siedzą w ogródkach, piją kawę, pod okienkami z lodami kolejki. Pochód ONR długi na 300 metrów, jakieś pół tysiąca ludzi, idzie w czterech szeregach przez centrum w konwoju policji. Idą dobrze zbudowani, silni mężczyźni, młodzież, kobiety. Wyszli z katedry, niosą długie zielone flagi z falangą i biało-czerwone.
Dariusz Szada-Borzyszkowski, białostocki dziennikarz, działacz społeczny, podchodzi do mnie przejęty. - Słyszałeś? Śpiewali "A na drzewach zamiast liści będą wisieć syjoniści!". Nikt nie reaguje, policja patrzy.
Pochód wznosi okrzyki o wielkiej Polsce, które słychać na kilometr. Policjanci się przysłuchują, pochód przesuwa się spokojnie, miarowo.
Pod teatrem chwilę wcześniej stała grupa około 50 osób z Młodzieży Wszechpolskiej. Niektórzy przyjechali z Poznania, rozwiesili transparent z napisem "Poznań przeprasza za Kąckiego". Jest też grupa kobiet katoliczek. Jedna z nich mówi, że z teatru śmierdzi czosnkiem.
Premiera odbywa się bez przeszkód. Zaczyna się od sceny protestu narodowców, którym patronuje ksiądz. Została wymyślona dwa miesiące wcześniej. Jedna z ostatnich scen - rozświetlona swastyka przyciska aktorów do podłogi.
Na widowni jest radny Stawnicki, który domagał się zdjęcia sztuki, bo jest kłamliwa i pokazuje miasto jako stolicę faszyzmu.
Stawnicki szybko wychodzi, gdy rozlegają się oklaski na stojąco.
Chcę iść po sztuce na koncert do klubu Gwint na Politechnice Białostockiej. ONR zapowiadała, że zagra tam zespół Nordika. Wśród szlagierów: "Dumny nadczłowieku", "Narodowi socjaliści" czy "Biała kurwa czarnucha". Ale koncert zamknięty, tylko dla ONR.
Rektor uczelni tłumaczy, że "nie miał możliwości rozwiązania umowy i odwołania imprezy wyłącznie na podstawie podejrzeń odnośnie światopoglądu i przekonań politycznych".
Za to biuro Politechniki opiekujące się studentami zagranicznymi wysyła do nich list:
"16 kwietnia odbędzie się w Białymstoku marsz organizacji nacjonalistycznej. To Obóz Narodowo-Radykalny propagujący idee rasistowskie. W związku z tym stanowczo zalecamy nieopuszczanie pokoi do godz. 3 w nocy z soboty na niedzielę. Prosimy o pozostanie wewnątrz budynku akademika".
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


Jakie Kobiety Podobają Się Mężczyznom? - YouTube 3 Typy MĘŻCZYZN w Których ZAKOCHUJĄ SIĘ KOBIETY - YouTube Czym się różni mózg kobiety od mózgu mężczyzny? - YouTube GDYBY MĘŻCZYŹNI ZACHOWYWALI SIĘ JAK KOBIETY. Dziwne rzeczy ... Dlaczego mężczyźni boją się kobiet? - #Łukasz Rożewski CZY MĘŻCZYŹNI BOJĄ SIĘ SILNYCH KOBIET?  SoSpecial - YouTube 7 KOBIECYCH ZACHOWAŃ, które FACECI KOCHAJĄ Spotykają się dwie kobiety na parkingu Jak zakochują się kobiety, a jak mężczyźni? ‍❤️‍‍  A to wiesz?

Dlaczego mężczyźni spotykają się z ich byłych kochanków?

  1. Jakie Kobiety Podobają Się Mężczyznom? - YouTube
  2. 3 Typy MĘŻCZYZN w Których ZAKOCHUJĄ SIĘ KOBIETY - YouTube
  3. Czym się różni mózg kobiety od mózgu mężczyzny? - YouTube
  4. GDYBY MĘŻCZYŹNI ZACHOWYWALI SIĘ JAK KOBIETY. Dziwne rzeczy ...
  5. Dlaczego mężczyźni boją się kobiet? - #Łukasz Rożewski
  6. CZY MĘŻCZYŹNI BOJĄ SIĘ SILNYCH KOBIET? SoSpecial - YouTube
  7. 7 KOBIECYCH ZACHOWAŃ, które FACECI KOCHAJĄ
  8. Spotykają się dwie kobiety na parkingu
  9. Jak zakochują się kobiety, a jak mężczyźni? ‍❤️‍‍ A to wiesz?

Dlaczego Wartościowi Mężczyźni Angażują Się W Relacje Tylko Z Jednym Typem Kobiety - Duration: 18:32. Relacje- Lifestyle, Psychologia, Rozwój Osobisty 30,310 views 18:32 Dlaczego Wartościowi Mężczyźni Angażują Się W Relacje Tylko Z Jednym Typem Kobiety - Duration: 18:32. Relacje- Lifestyle, Psychologia, Rozwój Osobisty 31,392 views 18:32 → Subskrybuj: https://www.youtube.com/channel/UCYhiZcIe6c8y538FUxBOpdQ?sub_confirmation=1+ → Możliwość wsparcia kanału: https://patronite.pl/nieprzecietnezyc... SESJA INDYWIDUALNA ON-LINE/TEL. ze Mną: http://damianparcel.com/sesja-indywidualna/ Kobiety bardzo często zastanawiają się jaki typ dziewczyny najbardziej od... Jak zakochują się kobiety, a jak mężczyźni? 👨‍ ️‍💋‍👩 A to wiesz? - Duration: 3:19. Da Vinci TV Polska 2,495 views. 3:19. Car vs Snow Compilation of Ridiculous Car Crash and Slip 2018 Car Slide Winter Weather - Duration: 10:30. VideosChronic Recommended for you Czym się różni mózg kobiety od mózgu mężczyzny. Distributed by Tubemogul. SUBSKRYBUJ https://www.youtube.com/sospecial?sub_confirmation=1 INSTAGRAM http://instagram.com/asia.lelejko ⬇ ⬇ ⬇ KLIKNIJ TUTAJ PO WIĘCEJ⬇ ⬇ ⬇ FACEBOOK ... Jak dziwnie by było, gdyby mężczyźni zachowywali się jak kobiety? Która z poniższych sytuacji wydaje ci się najzabawniejsza? 0:14 Chłopak robi sobie selfie 0...